Etyka Biznesu "Po Enronie"

Praca, którą oddajemy do rąk Czytelnika, jest odzwierciedleniem dyskusji, które od paru już lat toczą się w ramach Polskiego Stowarzyszenia Etyki Biznesu, EBEN Polska. Seria bankructw wielkich firm amerykańskich z Enronem na czele stała się okazją do różnorakich podsumowań.

Stowarzyszenie nasze nie mogło pozostać obojętne wobec fali ujawnionych nadużyć, które wstrząsnęły nie tylko gospodarką amerykańską, lecz także opinią publiczną. Być może należałoby powiedzieć: „nie tyle” gospodarką amerykańską, „co właśnie” opinią publiczną. Z tego też powodu warto mówić o okresie „przed” i „po Enronie”. Ważne jest bowiem to, jakie owoce wyda wyraźnie widoczne moralne oburzenie. I nie mamy tu już do czynienia z dawnym przypisywaniem biznesowi wszystkich najgorszych cech, szukaniem chłopca do bicia przez społeczeństwo, które tak naprawdę unika refleksji nad samym sobą . Wydarzenia lat 2001–2002 wywołały solidarny gniew środowisk gospodarczych, politycznych, naukowych, religijnych – całego społeczeństwa.

Etyka biznesu jako dyscyplina ma swoje wyraźne amerykańskie korzenie i to amerykańskie przesilenie nie mogło nie mieć wpływu na nasze rodzime debaty na temat odpowiedzialności przedsiębiorstw, tzw. corporate governance oraz kondycji samej etyki biznesu.

Przed Enronem obserwowaliśmy pęknięcie „bąbla internetowego”, co pokazało jak niebezpieczne są złudzenia i jak łatwo je zlekceważyć. Etyka biznesu powstawanie tego bąbla zignorowała, a jako żywo przypominał on sytuację z lat osiemdziesiątych, która doprowadziła do powstania właśnie etyki biznesu, kiedy to Michael Milken chciał zbawić świat przy pomocy inżynierii finansowej opartej na obligacjach śmieciowych.

2 grudnia 2001 roku czyli data wniosku o upadłość Enronu w pewnym sensie oznaczała pęknięcie kolejnej bańki mydlanej. Tym razem etycy nie mogli udawać, że ich to nie dotyczy. Firma chwalona za nowatorstwo na łamach „Harvard Business Review” , posiadająca kodeks etyczny i zespół do spraw odpowiedzialności społecznej, stała się miejscem zwyczajnych, aczkolwiek niezwykłych oszustw. Afery Enronu, Worldcomu, Andersena i innych pokazały, iż najwyraźniej pewien potencjał zła istnieje zawsze i żadne egzorcyzmy etyczne w postaci programów, specjalnych funkcjonariuszy czy kodeksów nie zlikwidują go całkowicie. Często nawet dają fałszywe poczucie bezpieczeństwa lub wręcz tworzą rodzaj zasłony, za którą można robić, co się żywnie podoba. Kto wie, czy w USA nie wykorzystywano czasami istnienia Federal Sentencing Guidelines for Organizations, które zalecały uzależnianie wyroku od tego czy firmy realizowały programy etyczne, czy nie, i nie tworzono takich programów jako form zabezpieczania się przed surowością sądów.

Wróciliśmy zatem do sytuacji z 1987 roku, kiedy to seria skandali finansowych na Wall Street doprowadziła do ukonstytuowania się etyki biznesu jako pełnoprawnej dyscypliny i przedmiotu nauczania. Zaczynamy niejako od nowa, aczkolwiek nie od zera. Ocenia się przeszłość, dokonuje podsumowań. Dwaj znani profesorowie amerykańscy, Amitai Etzioni i Thomas Piper wyrazili pogląd, iż tak naprawdę nie udało się zintegrować etyki z resztą programu studiów menedżerskich. Etyka biznesu pozostała na marginesie tego programu w roli czegoś „pozabiznesowego” .

Stanowi to dobrą okazję do zastanowienia się nad miejscem polskiej etyki biznesu w programach studiów i jej percepcją przez ludzi interesu. Jest rzeczą wiadomą i zrozumiałą, że wielu menedżerów, przedsiębiorców, działaczy gospodarczych, a także ekonomistów zgadza się z argumentację Miltona Friedmana zaprezentowaną tak dobitnie ponad 30 lat temu, a sprowadzającą się do twierdzenia, iż jedyną społeczną powinnością biznesu jest pomnażanie zysków . Każde rentowne przedsięwzięcie oznacza tworzenie miejsc pracy oraz nowe zobowiązania podatkowe, dzięki którym rząd może finansować m.in. działalność socjalną. A zatem menedżerowie, którzy dbają należycie o finansową kondycję firmy, wypełniają swoje zobowiązania wobec udziałowców, a pośrednio sprawiają, iż firma pełni właściwą jej rolę w społeczeństwie, tj. jest podstawowym mechanizmem rozwoju gospodarczego i źródłem dobrobytu obywateli.

Taką linię reprezentuje np. najwyżej notowany wśród europejskich menedżerów, przedsiębiorców i ekonomistów tygodnik gospodarczy „The Economist” .

Pogląd ten jest z pewnością zrozumiały i łatwy w użyciu. Każdy „robi swoje”, zaś dobro społeczne – za sprawą niewidzialnej ręki rynku – na tym korzysta. Wypełnianie przez menedżerów ich powierniczych obowiązków wobec udziałowców prowadzi do korzyści ogółu. Milton Friedman wypowiadał się też dla CNN na temat afery Enronu i jemu podobnych firm. Twierdził, iż nie stało się nic nadzwyczajnego: oto rynek wyeliminował z gry firmy nieuczciwe. A rynek nigdy się nie myli.

Problem polega na tym, iż wyeliminował je zbyt późno, gdy już oszuści pozbawili je większej wartości. Sama zaś kreatywna księgowość nie tylko dobrze na tym Friedmanowskim rynku funkcjonowała, lecz nawet wydawała się zgodna z duchem czasu. Lata dziewięćdziesiąte cechowała swoista niefrasobliwość i skłonność do ryzyka, a także zaufanie do młodych, aż nadto przebojowych, dobrze wykształconych menedżerów, „złotych chłopców”, dla których nie było rzeczy niemożliwych. Wszystkie te cechy posiadał błyskotliwy Jeffrey Skilling, absolwent Harvard Business School, partner w McKinsey and Co., a w końcu prezes Enronu . Owi wirtuozi finansów odnajdywali bratnie dusze wśród audytorów, którzy zatwierdzali wyniki twórczej księgowości. David Brook określał te nowe elity finansowe mianem „bobo” od dwóch pierwszych sylab wyrażenia: bourgois bohemians, co miało oznaczać m.in. nowy typ kapitalisty, młodych i zamożnych ekspertów i profesjonalistów oraz kosmopolitycznych inwestorów, cyganerię z pogardą spoglądającą na zwykłych dorobkiewiczów i robiącą interesy z artystowskim zacięciem, będącym odzwierciedleniem nowego stylu życia i konsumpcji, w tym zwłaszcza ekstrawaganckich rozrywek .

Joseph Stiglitz, inny noblista amerykański, twierdził wielokrotnie, iż w „poenronowskiej” gospodarce niezbędna będzie większa ingerencja rządów. Dzisiaj już nikt nie wierzy w stałą efektywność rynków i mało kto ufa rynkowemu mechanizmowi kontroli spółek publicznych. Zanim rynek kapitałowy „ukarał” nieuczciwych menedżerów Enronu, doprowadzili oni swoich udziałowców, a wśród nich wielu własnych pracowników, do ruiny.

Gdzie jest zatem miejsce dla etycznej refleksji, która nie chce być spóźnioną legitymizacją tego, co rzekomo nieuchronne (zawsze będą nieuczciwi menedżerowie, a rynek w końcu ich wyeliminuje) ani też nie pragnie nawoływać do „etycznej” ingerencji państwa? Jak powinna wyglądać etyka biznesu, która unikać chce naiwnego moralizatorstwa i prawienia kazań? Która nie planuje krucjaty przeciwko biznesowi jako czemuś z definicji podejrzanemu? Przy-znać jednak trzeba, że w uprawianie etyki biznesu wpisane było od samego początku pewne ryzyko: nikt nie lubi moralizatorów, zwłaszcza gdy pojawiają się w dużej liczbie i są dobrze zorganizowani, np. za sprawą uniwersyteckich afiliacji. I nawet jeśli nie musi to prowadzić do krucjaty przeciwko biznesowi, zawsze taka obawa istnieje. Być może ta niechęć do wysłuchiwania moralizatorów sprawia, iż etyka biznesu jako refleksja nie jest atrakcyjną ofertą dla ludzi biznesu. Jak się czasami sądzi, dwie inne oferty wydają się ją wypierać.

Ostatnio odżywa stara idea społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw (historycznie rzecz biorąc była to poprzedniczka etyki biznesu), co szczególnie jest widoczne po opublikowaniu przez Komisję Europejską w lipcu 2001 roku tzw. „Zielonej Księgi” (Green paper on corporate social responsibility). W czerwcu 2002 roku Komisja podsumowała dyskusję na ten temat w specjalnym komunikacie, a pod koniec roku powołała Europejskie Forum Interesariuszy (Eu-ropean Multi-stakeholder Forum) dla badania i ujednolicania europejskich działań w zakresie odpowiedzialności firm.

Programy na rzecz społecznej odpowiedzialności biznesu to tylko jedna z inicjatyw. Towarzyszy jej cały szereg innych, w pewnym sensie pokrewnych. Istotnym pytaniem, które można postawić w tym kontekście jest to, na ile wszystkie te działania i koncepcje przemawiają do wyobraźni przeciętnego menedżera wyższego szczebla lub indywidualnego przedsiębiorcy. Co oznaczają dla niego takie określenia, jak: zrównoważony biznes (sustainable business), firma jako obywatel (corporate citizenship), pojęcie interesariuszy (stakeholders), potrójna sprawozdawczość: finansowa, społeczna i ekologiczna (triple bottom line) i wiele innych. Trudno pozbyć się wrażenia, iż zamęt pojęciowy jest nieuchronny, aczkolwiek jedni menedżerowie z dystansem podchodzą do tych – w sumie – politycznych inicjatyw, inni natomiast wykorzystują je jako okazję do budowania lub zmieniania wizerunku firmy w ramach public relations. Można zatem postawić prowokacyjne pytanie, czy idea społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw to lekarstwo na nieskuteczność etyki biznesu, czy też gra pozorów?

Podobne pytania adresować można do drugiego typu oferty zyskującej duży rozgłos w ostatnich latach – refleksji nad tzw. corporate governance. Czy jest to ukonkretnienie etyki poprzez wskazanie mechanizmów, które tak naprawdę warunkują działania jednostek, zwłaszcza w roli menedżerów najwyższego szczebla? Czy też ucieczka od etyki w stronę dyskusji i regulacji czysto prawnych?

Corporate governance tłumaczy się często jako „nadzór właścicielski nad spółką publiczną”, „nadzór i kontrolę”, „kontrolę nad sposobem zarządzania spółką” itp. Nie chodzi bowiem o zwykłe zarządzanie firmą, lecz o to, w czyim interesie to się dokonuje, co ściśle związane jest z formą prawną funkcjonowania tej firmy i stosunkami właścicielskimi. Adolf Berle i Gardiner Means wydali w 1932 roku przełomową pracę zatytułowaną The Modern Corporation and Private Property , w której stwierdzają, iż typowa wielka amerykańska spółka akcyjna przestała być zwykłym narzędziem, sposobem prowadzenia działalności gospodarczej, a stała się wręcz instytucją społeczną. Dokonało się to za sprawą procesu porównywalnego z rewolucją przemysłową, który polegał na zmianach organizacyjnych i prawnych w sposobie prowadzenia działalności gospodarczej – corporate revolution. Dwie trzecie majątku przemysłowego Stanów Zjednoczonych zmieniło właściciela z indywidualnego przedsiębiorcy na masowego udziałowca spółki publicznej. Rozeszły się w ten sposób drogi właściciela i zarządcy i pojawił problem, w jaki sposób ów anonimowy właściciel może mieć wpływ na zarządzanie majątkiem spółki, który na co dzień pozostaje w rękach zarządzającego nim menedżera. Co więcej, gospodarka oparta na dużych spółkach publicznych wyznacza nową rolę przedsiębiorstwu, które w tym systemie funkcjonuje: staje się ono instytucją publiczną służącą swoim właścicielom, którym, w gruncie rzeczy, na imię „miliony”, za sprawą czego prywatna firma staje się, paradoksalnie, instytucją społeczną. Trudno byłoby zatem nie za-uważać istotnego wątku etycznego tych ustaleń.

Czym miałaby zajmować się etyka biznesu w tym trudnym okresie? Kilkakrotnie miałem już okazję – także zapraszając do dyskusji, której pokłosiem jest większość zebranych tu artykułów – do zaprezentowania członkom EBEN Polska poglądu, iż w sytuacji kryzysowej warto przemyśleć sprawy podstawowe. Strategia back to basics zmusza nas do zadania sobie pytań o to, do kogo jest adresowana etyka biznesu, co jest naszym przesłaniem, w jaki sposób chcemy osiągnąć założone cele. Czy chodzi o istotną część edukacji menedżerskiej, czy też o publiczne zaangażowanie w stylu takich organizacji, jak np. Transparency International czynnie zwalczającej korupcję? Tradycyjnie już Europejskiej Sieci Etyki Biznesu (EBEN) przyświeca ta pierwsza idea: wspieranie inicjatyw edukacyjnych, promowanie postaw, zabieranie głosu w publicznych debatach, nie zaś bezpośrednie promowanie uczciwości, nie konsulting etyczny, jeżeli jest on w ogóle możliwy. „Powrót do podstaw” oznaczać tak-że może – jak sądzę – powrót do menedżerskiego punktu widzenia i rehabilitację pojęcia zysku (pojęcia!), pozbawioną jednak uproszczeń Miltona Friedmana. Kazus Enronu nie świadczy o tym, iż myślenie o zysku jest zgubne. Bankructwo tej firmy pokazuje natomiast, że nieposkromiona chciwość jednostek pozbawiła spółkę i jej udziałowców należnych im zysków. Tak naprawdę w tej organizacji o prawdziwym zysku zapomniano! Nie zapomniano natomiast o kodeksie etycznym .

W tym miejscu warto przypomnieć mądre słowa sir Adriana Cadbury, potomka założycieli i wówczas przewodniczącego rady dyrektorów Cadbury Schweppes PLC, iż rzeczywiste standardy etyczne firm ujawniane są poprzez decyzje ich menedżerów i pracowników, a nie poprzez natchnione sformułowania wyrażające jedynie intencje. Mniej ważne jest to, co firmy deklarują; liczy się to, jak postępują. Dodaje on także, iż powinności leżą po obu stronach: firmy mają zobowiązania wobec społeczeństwa, lecz społeczeństwo ma także zobowiązania wobec biznesu – to ono wyznacza standardy i formułuje oczekiwania, w ramy których wpisywać się muszą ewentualne deklaracje etyczne firm .

Powrót do podstaw oznacza zatem przypominanie o podstawowych zobowiązaniach istniejących bez względu na mody w zarządzaniu, nowe instrumenty na rynkach finansowych czy możliwości w zakresie technologii informacyjnych. Gdy menedżerowie zapominają o swoich powinnościach wobec masowego właściciela, jakim są ogromne rzesze anonimowych akcjonariuszy, prowadzi to do zaprzeczających demokratycznemu kapitalizmowi ekscesów w rodzaju kreatywnej księgowości, która spowodowała upadek firmy Enron.

Warto jednak tym ludziom, którzy zapomnieli o podstawowych zasadach – menedżerom i członkom rad dyrektorów – przyjrzeć się z bliska. Kim byli, kim stali się w ramach określonej kultury organizacyjnej, czy mogli byli zapobiec własnemu upadkowi? Tej właśnie problematyce oraz refleksjom, które budzi historia Enronu, poświęcony był wykład profesora Leo V. Ryana, z DePaul University, wygłoszony w czasie dorocznej konferencji European Business Ethics Network (EBEN) zorganizowanej w 2002 roku przez Instytut Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Polskie Stowarzyszenie Etyki Biznesu, EBEN Polska. Tekst tego nie publikowanego dotąd wykładu zatytułowanego „Enronowski model corporate governance” otwiera niniejszy tom.

Praca ta jednak zasadniczo oparta jest na tekstach będących plonem konferencji naukowej, która odbyła się w 2003 roku również w Instytucie Kulturoznawstwa UAM, a zorganizowana została przez Zakład Etyki Gospodarczej tego instytutu oraz Polskie Stowarzyszenie Etyki Biznesu, EBEN Polska. Jej temat brzmiał „Postenronowska trauma czyli pytanie o tożsamość etyki biznesu”.

Z kolei dwa ostatnie teksty, Wojciecha Gasparskiego oraz mój pochodzą – odpowiednio – z lat 2004 i 2005. Pierwszy jest podsumowaniem kilku wystąpień autora, w kraju i za granicą, na temat etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu . Tekst drugi – po-dobnie – powraca do kwestii podnoszonych przeze mnie w wielu wystąpieniach, m.in. w przemówieniu wygłoszonym na Walnym Zgromadzeniu EBEN Polska w kwietniu 2004 roku oraz w referacie przedstawionym na dorocznej konferencji „Etyka w życiu gospodarczym” w Salezjańskiej Wyższej Szkole Ekonomii i Zarządzania w Łodzi w maju 2004 roku. Jest jednak tekstem przygotowanym specjalnie do tego tomu w roku 2005, nie tylko z intencją przedstawienia własnych poglądów, lecz także z myślą o odniesieniu się przynajmniej do niektórych wątków zaprezentowanych przez auto-rów tej pracy zbiorowej.

Książka niniejsza składa się z dwóch części. Wprawdzie w obu powtarza się motyw Enronu, jednakże pierwsza jest poświęcona wyłącznie temu, co się działo w tej firmie i z tą firmą; część druga bardziej koncentruje się na dylematach etyki biznesu oraz jej zadaniach w nowym „postenronowskim” okresie. Część pierwsza nosi tytuł „»E« jak Enron”, zaś część druga – „»E« jak etyka”.

I tak, część pierwszą otwiera tekst Bożeny Klimczak („Trudności w rozwiązywaniu problemu oddzielenia własności od zarządzania przedsiębiorstwem”) ukazujący słabości koncepcji przedsiębiorstwa menedżerskiego tzn. takiego, którego zasadą funkcjonowania jest oddzielenie funkcji właścicielskich i kontrolnych (zarządczych), i to zarówno w wersji ekonomicznej, jak i w wersjach nawiązujących do ideałów społecznych (koncepcja interesariuszy – stakeholders). Historia Enronu stanowi, zdaniem autorki, bolesne przypomnienie tego faktu. Etyka biznesu stworzyć musi zatem szerszy model rozumienia powinności menedżerskich wobec społeczeństwa. Kapitalizm opierał się od początku na pewnych fundamentach duchowych. Współczesne myślenie o przedsiębiorstwie nie powinno tego faktu pomijać.

Anna Lewicka-Strzałecka („Dlaczego zawiódł program etyczny Enronu?”) zastanawia się nad tym, dlaczego zawiodły pewne mechanizmy kontroli wewnętrznej w Enronie. Firma ta posiadała kodeks etyczny, bardzo rozbudowany i szczegółowy. Pracownicy mieli obowiązek znać ten dokument i wcielać go w życie. Wszystkie te zabezpieczenia okazały się mało skuteczne. Autorka ukazuje nam, w jaki sposób blokowane, lekceważone lub omijane były zalecenia kodeksu etycznego w Enronie. Tematem jej rozważań staje się też ogólniejszy problem skuteczności kodeksów i programów etycznych oraz pytanie, co należałoby uczynić, aby nie były to działania fasadowe, z których niewiele wynika.

Leszek Karczewski i Marian Partyka („Postenronowska etyka biznesu?”) pytają o to, jaki może być wpływ wydarzeń związanych z aferą Enronu na etykę biznesu za granicą i, zwłaszcza, w Polsce. Starają się pokazać, iż odmienny krąg kulturowy, w ramach którego funkcjonował amerykański bankrut, sprawia, że wpływ ten na polską scenę gospodarczą i na nasze myślenie o biznesie nie będzie znaczący. Może on co najwyżej umocnić pewne stereotypy obecne w naszym postrzeganiu amerykańskiej gospodarki. Autorzy wskazują też na pożytki, które wynikają z tej afery: zmusza ona do przemyślenia na nowo podstawowych zadań refleksji etycznej nad gospodarowaniem i tworzeniem bogactwa.

Kazimierz Sosenko („Trauma czy inspiracja?”) szuka odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę się zdarzyło i co z upadku Enronu i innych firm wynika. Za to, co się zdarzyło obwinia „dominującą orientację aksjologiczną” Zachodu opartą m.in. na skrajnym indywidualizmie, hedonizmie i braku wyższych ideałów i sprzyjającą patologii gospodarczej. Etyka biznesu uznawała ten stan rzeczy za element „normalnego” rozwoju gospodarczego. Zdaniem K. Sosen-ki zabrakło krytycznej refleksji etycznej. Etyka biznesu nie zmusi nikogo do zaprzestania niecnych poczynań, niemniej nie może ona rezygnować z zadania kształtowania orientacji aksjologicznej swoich odbiorców.

Janina Filek („Konsekwencje instrumentalnego traktowania etyki na przykładzie firmy Enron”) stawia bardzo ważne pytanie: czy etyka biznesu może być traktowana instrumentalnie i czy może być wręcz wykorzystywana jako rodzaj parawanu dla nieuczciwych praktyk. Autorka zastanawia się nad rolą uwarunkowań strukturalnych, które sprzyjają takiemu traktowaniu etyki w firmie. Wyli-cza zatem te elementy, które mogą mieć decydujące znaczenie: zysk jako wartość nie związana z innymi wartościami nadrzędnymi, nadmierne skupienie niekontrolowanej władzy w rękach menedżerów, brak elementu aksjologicznego łączącego interesy przedsiębiorców i klientów, zbytnie podporządkowanie jednostki interesom firmy jako całości i wreszcie utożsamienie działalności gospodarczej z rodzajem gry toczonej wyłącznie według jej własnych reguł.

Dla Wiesława Banacha („Lekcja Enronu a przyszłość etyki biznesu w Polsce”) lekcja ta oznacza konieczność domagania się większej przejrzystości w zakresie finansów przedsiębiorstw i większej odpowiedzialności księgowych i audytorów, a także rad dyrektorów lub rad nadzorczych. Obserwować to można w USA, a także w Europie. W Polsce upadek Enronu stał się okazją do głębszej refleksji nad etyką biznesu, która powinna – zdaniem autora – uwzględniać specyfikę polskiej gospodarki nadmiernie obciążonej fiskalizmem państwa i nieprecyzyjnymi zapisami ustawowymi. Należałoby zatem – po pierwsze – domagać się od rządzących jasnych i jednoznacznych uregulowań prawnych oraz działać na rzecz minimalizowania związków biznesu z polityką. Po drugie, palącym problemem jest działalność edukacyjna, której polscy, świeżo upieczeni kapitaliści wciąż potrzebują.

Pierwszym tekstem w części drugiej, zatytułowanej „E jak etyka”, jest artykuł Barbary Pogonowskiej („Kulturowa funkcja etyki biznesu”). Nawiązując do społeczno-regulacyjnej teorii kultury poznańskiego metodologa Jerzego Kmity, autorka stara się ukazać etykę biznesu jako refleksję realizującą podwójną funkcję: rozumiejącą i praktyczną. Ta pierwsza ma za zadanie odsłanianie kulturowych uwarunkowań działań ludzkich, nie wyłączając tych o charakterze gospodarczym. W ten sposób gospodarka powinna być widziana jako sfera regulowana w trybie ponadjednostkowym przez wartości i normy kulturowe, a nie jako coś przypominającego nie-zapośredniczone myślowo zjawiska quasi-przyrodnicze. Z kolei funkcja praktyczna polega na budowaniu kompetencji etycznej, której w skomplikowanym współczesnym świecie nie dostarczy już nam socjalizacja, a która staje się niezbędnym elementem profesjonalnego przygotowania jednostki do pełnienia ról społecznych związanych z gospodarką. Inną kwestią poruszaną przez autorkę jest szkodliwy, jej zdaniem, zwyczaj interpretowania nieetycznych praktyk w obrębie amerykańskich firm jako czegoś lokalnego i bez znaczenia dla innych regionów świata. Dostrzeganie kulturowych funkcji etyki biznesu pozwala w tych praktykach dostrzec realizację szkodliwych wzorców postępowania wykraczających daleko poza jeden tylko kontynent.

Halina Zboroń („Integralny model etyki gospodarczej – ujęcie kulturowe”) proponuje ujmowanie problematyki gospodarowania integralnie, z uwzględnieniem warunków społecznych i kulturowych. Okaże się wówczas, iż gospodarowanie realizuje zawsze cele zarówno wąskoekonomiczne, jak i ogólnospołeczne. Etyka biznesu powinna zatem ukazywać zależności charakteryzujące ową całość właśnie, przez co uniknie podejrzenia, iż chciałaby do dyskursu ekonomicznego włączyć na siłę elementy zupełnie obce racjonalności ekonomicznej. Etyka biznesu zdająca sprawę z istnienia i roli kultury gospodarczej w procesie gospodarowania unika nadmiernego i niepotrzebnego w gruncie rzeczy moralizatorstwa, a będąc „bliżej” rzeczywistości gospodarczej i wszystkich jej związków z normatywną sferą kultury łatwiej przeniknie do wyobraźni gospodarujących podmiotów. Autorka widzi ponadto istniejącą od jakiegoś czasu potrzebę otwarcia ekonomii na inne nauki społeczne, czego wyrazem może być m.in. popularność rozważań nad tzw. kapitałem społecznym.

Janina Kubka („Moralne przesilenie współczesności a dydaktyczny potencjał etyki biznesu”) podjęła się próby wyliczenia wszystkich uwarunkowań nauczania etyki biznesu w obecnych czasach, zarówno tych negatywnych, jak i pozytywnych. Bezpośrednim im-pulsem skłaniającym autorkę do tych rozważań była sprawa Enronu, jednakże uwagi, które formułuje, mają charakter ogólny. Dy-namika zmian związanych z globalizacją, współczesny przekaz medialny, zagrożenie środowiska naturalnego i relacja prawa i moralności, to tylko niektóre ze zjawisk wpływających na miejsce rozumowania etycznego w dzisiejszej kulturze. Uprawianie etyki biznesu nie może tych procesów nie dostrzegać, a obowiązkiem dydaktyka – zdaniem autorki – jest przygotować studentów i przedsiębiorców do debaty na temat tych kluczowych dla współczesności zjawisk.

Przemysław Rotengruber („Etyka biznesu jako narracja polityczna”) wskazuje na nieefektywność etyki biznesu jako refleksji, która nie potrafi wyjść poza sferę deklaracji, prostych recept i naiwnego moralizatorstwa. Presja wywierana na biznes powoduje, iż firmy przyjmują te propozycje i używają ich jako rodzaju parawanu, za którym mogą robić, co zechcą. Enron był tego najlepszym przykładem. Autor wykorzystuje narzędzia teoretyczne wypracowane przez francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu, które pozwalają analizować nie tylko zachowania przedsiębiorców, lecz także samych intelektualistów, dla których dyskurs etyczny może być formą wypracowywania pozycji dominującej wśród innych grup społecznych. Upadek Enronu jest tu zatem traktowany jako okazja do rachunku sumienia całego środowiska etyków.

Jadwiga Tomczyk-Tołkacz („Etyka wobec realiów systemu wolnej przedsiębiorczości”) stara się odpowiedzieć na pytanie, czym jest i czym nie jest etyka biznesu, czym nie powinna być i czym stać się powinna. Pomocne ma być tutaj zastanowienie się nad powinnościami etyki w ogóle, powrót do starożytnych jeszcze źródeł tej refleksji. Liczyć można także na dorobek psychologii moralności. Celem nadrzędnym etyki biznesu jako refleksji byłaby zatem działalność edukacyjna, zwłaszcza wychowywanie przyszłych pokoleń. Autorka zauważa, iż nie przynosi efektów moralizatorstwo i demonstrowanie wszechwiedzy, lecz jednocześnie od nauczycieli etyki wymaga się więcej: większej odpowiedzialności i prawości. Muszą być uczciwsi, a zarazem pozwalać na samodzielne poszukiwanie drogi, co powinno być przecież przymiotem i przywilejem młodości.

Hanna Napierała („Społeczna percepcja zjawiska przestępczości »białych kołnierzyków«”) przedstawia wyniki swoich badań nad postrzeganiem przestępczości menedżerów, urzędników i innych przedstawicieli tzw. wyższych warstw społecznych (white collar crime) w Polsce. Wnioski z tych badań nie tylko dotyczą tytułowej kwestii potocznych poglądów i ocen odnoszących się do tego zjawiska, lecz także źródeł tego rodzaju przestępstw i typowych ich form charakterystycznych dla polskiej gospodarki. W sumie jest to cenny wkład w badania nad polską mentalnością w odniesieniu do go-spodarki, inaczej mówiąc, nad polską kulturą gospodarczą.

Rozważania Wojciecha Gasparskiego („Elementy polskiego życia gospodarczego w świetle badań z zakresu etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu”) odwołują się również do badań empirycznych. Przy okazji autor stwierdza ze smutkiem, iż w Polsce biznes jest postrzegany jako bardzo grząski moralnie teren. Przy-czyniły się do tego mentalne nawyki wyniesione z PRL-owskiej przeszłości, jak i pułapki transformacji ostatniego piętnastolecia. W. Gasparski przywołuje wyniki badań i raporty na temat społecznej odpowiedzialności biznesu prowadzone wśród menedżerów polskich. Wskazują one na aktualność tej idei, co potwierdza duża liczba inicjatyw proponowanych przez liczne organizacje pozarządowe w Polsce. Warunkiem upowszechnienia się w Polsce idei społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw oraz podobnych pro-gramów, a także warunkiem tego, że nie będzie to tylko gra pozo-rów jest – zdaniem autora – spójna strategia działania organizacji promujących te inicjatywy, oparta na obywatelskiej aktywności i skutecznej polityce państwa.

W ostatnim tekście („Enron – historia z morałem”) zastanawiam się nad tym, jak uporać się myślowo z wydarzeniem, które zdaje się podważać wszystkie głoszone przez etyków biznesu prawdy moralne. Główny wątek zawiera się w pytaniu, jak uczyć etyki biznesu „po Enronie”, jak przekonywać studentów i menedżerów do tego, iż nawet największe afery nie świadczą o tym, iż w biznesie nie obowiązuje żadna moralność; jak argumentować, że jest wręcz odwrotnie. Wszelkie nieprawidłowości sprawiają bo-wiem, iż wzmagają się zarówno oddolne, masowe, jak i odgórne, polityczne i ustawodawcze, naciski na biznes. Społeczeństwo do-maga się w ten sposób powrotu do zasad, które uważa za podstawowe. Upraszczając można stwierdzić, iż zło wzmaga zapotrzebowanie na dobro. Z kolei kary wymierzane głównym aktorom tych afer, nawet jeśli sądowa mitręga każe ludziom czekać na nie po kilka lat, przywracają symboliczny ład, który istnieje tylko wtedy, gdy po zbrodni następuje kara, jak pisał Rudi Dornbusch. W tym znaczeniu historia Enronu, Andersena, WorldComu, Tyco i sporej liczby innych spółek jest historią, z której wynika pewna lekcja.

Dumne ”E” stanowiło logo Enronu. Jeśli wierzyć Brianowi Cruverowi, autorowi powieści opartej na historii tej firmy pt. Anatomia chciwości, jedna z bezgranicznie oddanych jej pracownic ozdobiła swój biust tatuażem, na który składała się tylko ta jedna litera. Sporo musiała się nacierpieć, gdy przyszło jej ten tatuaż – piętno bankructwa – usuwać.

Literą „E” rozpoczyna się także słowo „etyka”. Myślę, że wszyscy chcielibyśmy, aby zwłaszcza w tym kontekście – brzmiała dum-nie. Dumnie i stanowczo.

Jacek Sójka
Poznań, w kwietniu 2005 roku

ETYKA BIZNESU „PO ENRONIE”

Praca zbiorowa pod redakcją Jacka Sójki

POZNAŃ 2005

Recenzent: prof. dr hab. Jerzy Babiak

Publikacja finansowana z funduszy Polskiego Stowarzyszenia Etyki Biznesu, EBEN Polska

Projekt okładki: Dorota Bojkowska
Redaktor: Elżbieta Piechorowska
Redaktor techniczny: Krystyna Jasińska

Wydawnictwo Fundacji Humaniora

Spis treści

CZĘŚĆ PIERWSZA: „E” JAK ENRON

Leo V. Ryan, CSV - Enronowski model „corporate governance”

Bożena Klimczak - Trudności w rozwiązywaniu problemu oddzielenia własności od zarządzania przedsiębiorstwem

Anna Lewicka-Strzałecka - Dlaczego zawiódł program etyczny Enronu?

Leszek Karczewski, Marian Partyka - Postenronowska etyka biznesu?

Kazimierz Sosenko - Trauma czy inspiracja?

Janina Filek - Konsekwencje instrumentalnego traktowania etyki (na przykładzie firmy Enron)

Wiesław Banach - Lekcja Enronu a przyszłość etyki biznesu w Polsce

CZĘŚĆ DRUGA: „E” JAK ETYKA

Barbara Pogonowska - Kulturowa funkcja etyki biznesu

Halina Zboroń - Integralny model etyki gospodarczej – ujęcie kulturowe

Janina Kubka - Moralne przesilenie współczesności a dydaktyczny potencjał etyki biznesu

Przemysław Rotengruber - Etyka biznesu jako narracja polityczna

Jadwiga Tomczyk-Tołkacz - Etyka wobec realiów systemu wolnej przedsiębiorczości

Hanna Napierała - Społeczna percepcja zjawiska przestępczości „białych kołnierzyków”

Wojciech Gasparski - Elementy polskiego życia gospodarczego w świetle badań z zakresu etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu

Jacek Sójka - Enron – historia z morałem